Blogi
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą simple life. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą simple life. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 lutego 2015

Z dziennika happy Family: wieści z frontu i...


W telegraficznym skrócie, sytuacja ma się tak:

od wczoraj rozłożone chorobą leży dziecię nasze! STOP. powróciła temperatura jak w Egipcie. STOP. oczywiście na czole dziecka! STOP. ta na polu była dziś nieco niższa. STOP. patrz na załączony poniżej obrazek. STOP. z czego cieszą się tylko Kota i Piesa. STOP. z mojego mózgu zrobił się budyń. STOP. i nawet ciekawa książka poszła w odstawkę. STOP. a to boli tak samo. STOP. jak choroba dziecka. STOP.






Ale żeby nie było, że u nas tylko choroby i ogólny marazm, pochwalę się, że już dziś dostałam wspaniały prezent walentynkowy od mojego męża :)))
Jest nowy, piękny, wspaniały, wymarzony i... biały :) no i mój, rzecz jasna, na własność!
(oczywiście, mąż mój, też jest mój, na własność i na wyłączność!)
Prezentem pochwalę się innym razem, bo na razie oswajam się z nim, dotykam i głaszczę, i staram się go wyczuć i nauczyć, na ile będę mogła sobie z nim pozwolić, a pewnie na wiele ;)
A dostałam laptopa!
...w tym miejscu następuje okrzyk radości:

Aaaaaaaaaaaaaaaa..... !!!

:)))

Zatem uciekam, instalować wszystkie moje ukochane programy, przenosić foldery z laptopa mężowego oraz konfigurować te wszystkie rzeczy, o których nawet nie mam pojęcia! :)))



...pozdrawiam cieplutko,


M.


------------------------------
* update, godz. 18:18

Z okazji Tłustego Czwartku, mam nadzieję, że nie odmawiacie sobie pączusiów i faworków?
Ja, w mojej skromnej osobie, będącej prawie wiecznie na diecie, uważającej na wszystko co jem, aktywnej fizycznie i dbającej o siebie, mówię Wam, iż DZIŚ sobie nie odmawiam!
To nasza tradycja, i póki żyję i będzie mi dane oddychać, będę w Tłusty Czwartek pączki jeść i już!
...potem, zapewne, będę też spalać te kalorie, aż huczy! ale to potem... :)

Smaczności Kochane moje!
... Marteczko, Tobie też! :)))

bye, bye... :*



piątek, 6 lutego 2015

Z dziennika happy Family


Bardzo nie lubię sytuacji, gdy w życie naszej rodziny bez pytania wkracza Ona. Nikt jej nie lubi i każdy z nas wręcz nią gardzi, a mimo to, nie daje za wygraną... Nieproszona i z buciorami włazi w nasze życie, jak ośmiornica oblepia nas swoimi parzącymi mackami i trzyma w takim mocnym, gorącym uścisku, nie zważając na nasz bezwzględny sprzeciw... Ona, wredna, podstępna Grypa!! Powinnam zmienić tytuł posta na: 'Z dziennika TOXIC Family', ale nie chciałam, by aż tak drastycznie to zabrzmiało...


pic via

Sytuacja ma się u nas następująco:  
*temperaturę mamy jak w Egipcie, jakieś 40,2 stopnie... szkoda tylko, że na czole. 
a jak się razem mocno przytulamy, to jest taki piec, że nas z kosmosu widać!*
pijemy syropek z jednego kieliszka,
jemy te same tabsy,
a po tym, jak przespaliśmy cały dzień, zwędziliśmy Młodemu przyniesione z przedszkola warcaby i tniemy, psze państwa, aż huczy!!




Szczęście u nas tylko takie, że Młody jakoś się trzyma!
Wierzymy, że to od niego właśnie złapaliśmy to dziadostwo, i że jemu już nic nie grozi...
Oby...

Zatem, kochani moi, uciekam pod koc z kolejną dawką leków, tysięcznym kubkiem gorącej herbaty, kolejną rolką papieru toaletowego do smarkania, bo chusteczki już dawno przestały być opłacalne...
Jak na razie grypa wygrywa, ale my wciąż jesteśmy w grze i tak łatwo się nie damy!


...pozdrawiamy z frontu!



M. & T.


* słowa mojego męża :)


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Koci post



To będzie szybki koci post, informujący o naszych postępach w integracji. Otóż, Kota nasza, którą przygarnęliśmy jakiś miesiąc temu, osiągnęła high level integrowania się z nami :) Bardzo nas to cieszy i z podziwu wyjść nie możemy, jak praktycznie dziki kotek, tak ładnie 'przyjął' się w naszym domku, zaakceptował naszą Psicę, no i nas, rzecz jasna :)
Jeszcze miesiąc temu nie bardzo dawała się nam pogłaskać, podchodząc do nas bardzo niepewnie i z rezerwą, teraz wręcz dopomina się o pieszczoty i leży z nami na kanapie. Bawi się zabawką, przestałą zajadać się na zapas, a jeśli wychodzi na pole, to tylko na chwilkę.
Tak się czasem zastanawiam, czy też nas nie zostawi, gdy tylko przyjdzie wiosna... Chyba by mi serducho pękło!!











I tak oto, Kota bezdomna, podwórkowa, awansowała na Kotę kanapową :)
Szczęście nieopisane!

 

serdeczności,
M.



czwartek, 4 grudnia 2014

Historia pewnego kota


Kotkę znamy już od wielu lat, ale dopiero od dwóch, dokładnie od czasu gdy kupiliśmy nasz dom, staramy się ją lepiej poznać i troszkę oswoić. Należała, jeśli mogę tak powiedzieć, do byłego właściciela domu. Podobno przyszła pewnego dnia i po prostu została. Nigdy nie wchodziła do domu. Spała i jadła na dworze. Na schodach, tuż przy wejściu, miała swoje legowisko oraz miski. Były właściciel dbał by nie była głodna, by była w dobrej kondycji. Kotka jednak nigdy nie dawała się głaskać i zawsze zachowywała dystans.
Po sfinalizowaniu umowy kupna domu, były właściciel próbował kilkukrotnie zabierać ją ze sobą, ale zawsze wracała na swoje 'stare śmieci'. Zatem w pakiecie wraz z domem, otrzymaliśmy także kotkę :) Odtąd my przejęliśmy nad nią opiekę. Ponad dwa lata trwało zanim zaczęła do nas podchodzić i nie bać się głąskania. A i nawet wtedy zawsze zachowywała dystans. Taka to Kota jedna ! :)

Aż tu pewnego zimowego dnia, weszła nam Kota do domu i została :) Okazało się, że jest bardzo grzeczna, jak na razie. Widać, że jest staruszką, bo nie ma większości zębów, co mogliśmy zaobserwować gdy Kota ziewała. Dostała miseczkę jedzenia, którą zjadła ze smakiem, zapiła ciepłym mlekiem, chwilkę się z nami pomiziała, po czym ułożyła się i usnęła.
I spała tak do ok. 2:00 w nocy. Potem zaczęła miauczeć, dając tym wyraźnie do zrozumienia, że chce wyjść. Tak więc wypuściłam Kotę na pole. Odczekałam trochę myśląc, że wróci, ale nie wróciła. Rano, po godzinie 6:00, Koty jeszcze nie było. Wróciła przed południem, miaucząc i zdecydowanie domagając się michy jedzenia i mleka. Dostała, umyła się, pomiziała z nami, wróciła na swoje miejsce i usnęła. I śpi do teraz, robiąc sobie krótką pobudkę na sprawdzenie, co też się dzieje wokoło, podrapanie za uszkiem, szybkie siku na polu i powrót do ciepłego :)




Kota ma strasznie długie pazury, którymi już zdążyła mnie dość mocno drapnąć. Oczywiście nie było w tym żadnej premedytacji! Chciała mnie zaczepić żebym ją pogłaskała :) Cieszy mnie, że wyzbywa się powoli dystansu na konto, jakże miłej, spontaniczności miziania :) Bardzo bym chciała zadbać o jej czystość. Na moje oko, po wstępnych oględzinach, nie wygląda źle. Jest czysta, jak na kota mieszkającego całe życie na polu. Mam to szczęście, że mój kochany tato jest weterynarzem więc Kota jest odrobaczona. Aplikowałam jej w lecie środki przeciw pchłom i kleszczom. Jednak bardzo by się jej przydała kąpiel oraz przycięcie pazurków. Strasznie się tego boję! Nie wiem jak zareaguje. Nie chcę też jej wystraszyć.

Jeśli więc są na sali jacyś posiadacze kotów, bardzo proszę, poradźcie mi jak się mam za to zabrać.
W kwestii żwirku do kuwety również poproszę o jakąś praktyczną informację. Bo z tego co już zdążyłam się pobieżnie zorientować, są żwirku różne rodzaje! A ja bym się chciała dowiedzieć, jak to w praktyce wygląda i na co zwrócić szczególną uwagę przy wyborze. Będę bardzo wdzięczna :)

Poniżej zamieszczam fotorelację z naszej pierwszej integracji domowej. Na przeciw siebie w ringu Kota i Piesa :) Obie staruszki, z czego Kota chyba jednak starsza. 'Dogadują' się fantastycznie! :)























... teraz dopiero jest u nas happy home !

 

serdeczności moi Mili :)

M.